Miron Wierzchowski miał dwa lata, gdy jego ortalionowe ubranie błyskawicznie stanęło w płomieniach. Lekarze rozważali amputację obu rąk, a później nie wiedzieli, czy chłopiec w ogóle przeżyje. Po latach opowiedział o bólu, odrzuceniu i reakcji dzieci, które płakały na jego widok.
Rozmowy
Jako dwulatek stał się „żywą pochodnią”. Tak pożar zmienił życie Mirona Wierzchowskiego