UCIEKŁA Z NIEMIEC, ABY NIE STRACIĆ DZIECKA

Historia Polki, która uciekła z Niemiec, aby nie stracić dziecka. 32-letnia Malwina wraz ze swoim 2,5-letnim synem Alexem uciekła z ośrodka Jugendamtu w Büsum na północy Niemiec, choć miała prawo pobytu, znała język i przez lata była niezależna finansowo. Zdecydowała się na ucieczkę z Niemiec, bo - jak twierdzi - jej synek miał być przygotowywany do oddania Niemce, która nie mogła mieć dzieci. Pani Malwina zaszła w ciążę w 2015 r. Mieszkała w Niemczech już od 8 lat. Miała prawo pobytu, znała język i prowadziła własną firmę sprzątającą. Ojciec Alexa był uzależniony od narkotyków. Trafił na odwyk. Nie mieliśmy ślubu – opowiada Malwina. Gdy urodził się Alex, do jej mieszkania na zmianę przychodziły dwie urzędniczki z pomocy społecznej. Sprawdzały, jak sobie radzi, kontrolowały każdy krok. Do syna kazały mówić po niemiecku. Po roku Malwina, mając dość nieustannej kontroli, zrezygnowała ze świadczeń społecznych. Wtedy Jugendamt umieścił Alexa w domu dziecka. „Przerażony Alex płakał. Wyrwali mi go z rąk. Wynajęłam prawnika i poszłam do sądu. Ojciec dziecka notarialnie zrzekł się wszystkich praw. Po dwóch miesiącach oddali mi Alexa, ale zakazali wyjazdu z nim do Polski – mówi Malwina. Kobieta wciąż była sprawdzana. W styczniu tego roku trafiła z synkiem do schroniska dla matki i dziecka. Jako powód Jugendamt podał niewłaściwą opiekę i brak więzi emocjonalnej z dzieckiem. W kwietniu urzędnicy znów odebrali Alexa mamie i na 4,5 miesiąca oddali tureckiej rodzinie zastępczej. Polka uciekła z placówki, Niemcy wydali za nią list gończy.